Podwójny incydent paszportowy, niespodziewani goście, niejednokrotne poturbowania, wizyta na ostrym dyżurze, goniące, napięte godziny meczy – wyjazd można uznać za naprawdę udany. Nawet bardzo dłuuuuga podróż samochodem nie była w stanie przygotować nas na wydarzenia kolejnych dni. Zakwaterowaliśmy się już po pierwszej niespodziance.
Co to za niespodzianka? Mianowicie paszport, który wziąłem ze sobą, myśląc że to mój, okazał się niewłaściwy. Po poszukiwaniach rozwiązania, po opadnięciu emocji, zostało nam kilka godzin snu i już byliśmy na korcie rozgrzewać się przed pierwszymi rozgrywkami o terminach około godziny 17:00. W międzyczasie odwiedzili nas goście z Polski, mój tata wraz z moim psem przyjechali by odebrać paszport, wpadli na parę minut i ruszyli z powrotem.

Wracając do turnieju… Pierwsi oponenci, chyba najtrudniejsi jakich spotkaliśmy na swojej drodze, oboje z rozstawieniem 17/24. W moim przypadku to Noah Schroeder, Francuz, notowany w turniejach europejskich od 2014 roku, „równy zawodnik”, który zakończył CJO stosunkiem zwycięstw do porażek 50%. Pomimo braku takiego doświadczenia, jak u mojego oponenta, byłem w stanie odgrywać się bardzo kąśliwie i bezlitośnie wykorzystywałem jego błędy. Jednak z uwagi na ich małą ilość i własny brak ogrania, nie byłem w stanie wyjść spod dominacji mojego przeciwnika. Mecz zakończył się dla mnie porażką.
Inaczej wyglądała sytuacja u Marcina. Sikor zmierzył się ze statystycznie niemal równym sobie przeciwnikiem, Zoltánem Jeszenszkym z Chorwacji i zainkasował zwycięstwo z wynikiem 3:1, które było jedyną porażką Chorwata na CJO. Kolejne mecze miały nadejść dopiero następnego dnia.
Do tego czasu odpoczynek i sen. Druga runda rozgrywek stała się punktem załamania dla Marcina i częściowo także mnie.
Przeciwnik Sikora, Waleed Zaman z Kataru z rozstawieniem 7/12 okazał się trudnym, dynamicznym przeciwnikiem, ale polski zawodnik nie pozostawał daleko w tyle w swoich umiejętnościach. W 2 secie miał 3 piłki setowe, ostatecznie jednak stworzył sobie deficyt 0:2. Cóż, Marcin niejednokrotnie wychodził już i z takich sytuacji. W 3 secie walczył najmocniej, wykonywał rzuty przez cały kort, wciąż miał szansę. Wtedy po jednym z rzutów po prostu zatrzymał grę, uniósł rękę w stronę przeciwnika, ten doznał szoku i wypuścił rakietę z ręki, krzycząc i zasłaniając twarz dłońmi. Ku niedowierzaniu publiczności Marcin wyszedł z kortu ze skrzywionym o jakieś 30° palcem u lewej ręki. To definitywnie zakończyło mecz. Sikor był rozżalony, bo przegrał, co oznaczało dla niego koniec ambicji o wygranym turnieju i jednocześnie śmiał się, gdy patrzył na swoją dłoń.
Krótka wizyta na czeskim ostrym dyżurze i ręka została naprawiona tego samego dnia. Marcin wrócił do gry. Po tym meczu miał już nie przegrać żadnego innego. Czy mu się udało?
Po meczu Sikora przyszła kolej na mnie. Mój przeciwnik, Nichita Toma Danilov z Rumunii, pokonał mnie po w miarę równej walce, jednak nie jestem zadowolony z przebiegu. Nie byłem w stanie wyciągnąć z siebie 100% możliwości na skutek dekoncentracji i coraz bardziej krwawiącego palca u stopy, spowodowanego brakiem współpracy ze strony butów.
Przegrana sprawiła, że musiałem walczyć o pozostanie w rozgrywkach. Udało mi się, już na drugi dzień, wygrać pierwsze spotkanie tego turnieju, z Czechem – Danielem Ivanco. Jest to zawodnik z krótkim stażem i konfrontacja z nim nie stanowiła dla mnie problemu.
Dalej Marcin zmierzył się z trzema Czechami pod rząd – Adamem Jirouškiem, gdzie wygrał 3:0, a następnie z dwoma braćmi bliźniakami o nazwiskiu Mraček, o dwóch odmiennych stylach – Jáchymem, z którym przegrał na PJO, tym razem odegrał się wynikiem 3:0, a następnie z Kristiánem gdzie zwyciężył 3:1. Moim kolejnym oponentem okazał się Kuba Dyczkowski z polskiego Abram Teamu. Klasyczne już spotkanie, które tym razem zakończyło się moim triumfem po 4 setach. Wielki moment rewolucji mojej gry. Styl opierający się na kombinowaniu bez statycznych lajnów ma jednak prawo działać.
Tego dnia zwiedziliśmy Pragę, relacja w filmiku autorstwa Marcina. Po tym nastąpiła ostatnia już noc w Pradze. No i ostatni dzień z ostatnimi meczami. Dla mnie rozgrywka była już skończona w momencie startu. Zabrakło kondycji, a brak wygody butów stawał się już naprawdę nieznośny.
Musiałem uznać przewagę mojego przeciwnika Radu Stefana Peny z Rumunii. Ten mecz zakończył mój udział w CJO, turniej zakończyłem z 43 miejscem.
Tego samego dnia Marcin zmierzył się z Rumunem – Antoinem Allardem upozycjonowego na 17/24. Przyszło mi być sędzią w tym meczu, oj było co oglądać. Pierwszy set Sikor zakończył szybko, bo wynikiem 11-8, ale kolejna rozgrywka zaprezentowała się całkiem wyrównanie. 20-18 dla Marcina całkowicie podłamało jego przeciwnika i cały mecz zakończył się wynikiem 3:0. Sikor zdobył 17 miejsce w CJO.

Tekst: Maks Makowski
Video: Marcin Sikorski

Paweł Makowski

About Paweł Makowski

Leave a Reply